Pokazywanie postów oznaczonych etykietą moje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą moje. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 11 sierpnia 2009

big sky


Sobota była niezła, ja i Kuba, niedziela jeszcze lepsza, ja, kajaki, Wisła, miłe wspomnienia z zeszłego roku, choc tym razem bez gorącej czekolady. Kuba został w domu

czwartek, 6 sierpnia 2009

Po nocy, o której lepiej nie pisać, bo i po co...Choć wieczór miałam miły, bo ściągnęłam sobie koncert Petera Gabriela, który już wiele lat temu chciałam obejrzeć!I co z tego, gdy potem i tak działo się, ale co tam....Tematy: "jestem teraz z nią, ty idź sobie", jeszcze nie teraz, nie pomagasz mi teraz...dziś położę sobie kartkę i długopis przy łóżko by notować

Dopiero rano zasnęłam normalnie (skądinąd ciekawe czemu zawsze dobrze śpię po 7 i nie wiem jak sobie dam rade, gdy będę musiała wstawać na 8, ale o tym potem)

Sen był fajny, jechałam dokądś tramwajem, nago leżąc na siedzeniu. Pojawił się znowu (!) rudy facet i parzył z góry z aprobata, spytał się "czemu jestem nago?" ja odpowiedziałam, że "założyłam się" a on na to "to bardzo dobrze". Czułam się bezbronna, otwarta, lekko zawstydzona, ale i dumna, ze swojego ciała. Potem pojawił się drugi, czarny facet,poczułam, ze mnie pragnie i zaczął się ze mną kochać, poczułam jego penisa w ustach, przeszkadzało mi trochę, że miał założona prezerwatywę, ale dzięki temu nie bałam się o wytrysk do ust. Potem O i obudziłam się. Moje ciało mi pomaga.

A rano spotkanie z Gosią, ploteczki o Klubie, nadal nie wiem, czy Panda jest z Miodziem, czy to moja sprawa, nie, ale jednak mnie ciekawi.

środa, 5 sierpnia 2009

Ciemna , gęsta i lepka maź.

Córcia na obozie. Nie chce by do niej dzwonić, nic nie mówi, bolesne...moje dziecko odchodzi. Powinnam się cieszyć, że wie jak to zrobić i się nie boi odsunąć. Ale co ze mną, ja nie chcieć, ja nie chcie sama...
Dzis pod oknem usłyszałam rozpaczliwie zawodzące dziecko. Zwykle bym się zirytowała, tym razem posłuchałam uważnie, mamo, krzyczało, mamo, uuuuuuaaaa!!!!!, a znaczyło to jak sądzę, mamo, nie zostawiaj mnie, mamo pomóż, mamo nie odchodź, mamo bez ciebie zginę przecież. Biedactwo.

Sny tez zwarte, klaustrofobiczne, wsobne.
Szkot, czyli Niezbyt przyjemny, zblokowany i sarkastyczny Scott, powiedział, "to nie jest prawdziwy boczek" (2 rzeczy: wczoraj przeczytałam o wojennym dzieciństwie i jaką rozkoszą była słoninka, oraz: boczek - bok - Bóg)"to bardzo droga podróbka, kosztuje 800 zł za 4 kawałki"

Potem oddałam swój cudowny biały welon (to o Małym, On mi przecież go podarował)jakiejś innej kobiecie, a sama założyłam welon czarny. Czyżbym godziła sie na to, ze K jest z inną i w takiej sytuacji wspierała go? Nie czuje tego, jestem....nie wiem, trwam

poniedziałek, 3 sierpnia 2009

brak/absence




jestem uzależniona od uczucia braku, tęsknoty - to chyba rodzinne, bo pamiętam jak mój ojciec, jak jakaś mantrę mówił do naszego psa, "nie ma Diny, nie ma", wprowadzając się w stan sennej, tęsknej miłości, ale miłości możliwej jedynie do obiektu dalekiego, nieobecnego, nie do tego, który właśnie przed nim siedział i zapraszał do spaceru. Bo miłość do nieobecnych nie wymaga zbytniego wysiłku i pracy, nie irytuje codziennością nie frustruje odmową, nie wkurza niezgodą, tylko zasmuca i trwa wiecznie piękna, młoda i idealna .

Ale też odczucie tęsknoty i braku wobec kogoś kto jest teraz ze mną może uzmysłowić fakt, ze nie musi tak być wiecznie, że się kiedyś skończy, tez pamiętam jak gdy Córcia była malutka siedziała w fotelu na kolanach mojego kochanego dziadka i razem oglądali dobranockę. Dziadziuś serdecznie i czule jej tłumaczył zdarzenia z ekranu.

A ja pamiętam jakaś inną dobranockę o tytule "Dziadek był", szczęśliwe chwile dziecka z dziadkiem, który potem umarł. I tez poczułam wtedy tę dojmującą tęsknotę za żyjącym człowiekiem, świadomość nieuchronności jego rychłego odejścia. I tak się oczywiście stało, prawda, tego nie da się zmienić, ludzie umierają albo odchodzą i nie da się nic na to poradzić. I zlodowacenie uczuciowe nic nie ułatwia, wręcz przeciwnie, do tęsknoty dokłada poczucie winy z powodu odmowy wejścia w pełną relację...


jakos mi lepiej, nie wiem czemu. Karol odszedł ode mnie, ale mimo braku, czuję też ulgę i nadzieję, mimo wszystko. Nie obsesjonuję zbytnio na szczęście No, nie wyszło, ot co, wielka sprawa, normalka, każdy przez to przechodzi kiedys

czwartek, 4 grudnia 2008

boks

zadzwoniłam do poleconego trenera. Na razie nie otwiera nowej grupy, ale w połowie stycznia ma ruszyć. Zaprasza do obserwacji treningu. Pojadę. Pwoedziałam mu, ze nie jestem najmłodsza a on na to, że to nie szkodzi, zreszta sam ma 60+. Super sprawa. Może zawodowa bokserka to dobra kariera dla kobiety na emeryturze? Wtedy nie ma konkurencji:)
No i może zmotywuje mnie to w końcu by "wziąć się w garść" i zacząc zrzucać sadło, a nie objadać się ptasim.

Ja chyba mimo wszystko wierzę,że gdy pojawi się w moiom życiu ten właściwy, wszystko bezwysiłku ułoży sie samo. Fantastka! Ale pewnie byłoby łatwiej..
Musze temu Siwemu powiedzieć o strachu przed porzuceniem z jego strony

piątek, 28 listopada 2008

bo blog.pl szlag trafił

Ta, agresywna sie staję, idąc ulicą patrzę: ładne ma dziewczę włosy, długie, błyszczące, powiewające na wietrze...Fajnie by było tak je chwycic w garść i obciąć....